Autor: Sonia Tulczyńska

2016-08-12, Aktualizacja: 2016-09-02 14:31

Macademian Girl: Kolor jest wpisany w moje DNA

- Jako osoba publiczna jestem na świeczniku, pod ciągłą obserwacją - mówi Tamara Gonzalez Perea, czyli Macademian Girl, autorka popularnego modowego bloga. Rozmawialiśmy z nią m. in. o byciu perfekcyjną, tolerancji Polaków wobec inności, zakupach w sieci, ukochanych filmach i programie telewizyjnym "Agent", w którym wzięła udział.

Oglądałam dzisiaj Twoje zdjęcia sprzed kilku lat i pierwsze posty na blogu. Jak wspominasz początki?

Bardzo dobrze. Poszukiwanie własnego stylu to długi proces, który wymaga wielu eksperymentów i poznawania siebie. Dziś inaczej rozumiem modę niż pięć lat temu. Zaczęło się od pasji do ubrań i strojenia się, a dzięki blogowi okazało się, że kocham modę. Dlatego zaczęłam czytać o jej historii, wielkich projektantach, domach mody i śledzić światowe fashion weeki. Od tego czasu przeszłam długą drogę, a więc i mój blog stał się poradnikiem modowo-urodowym i nie jest już wyłącznie prezentacją stylizacji.

Polska to dość szary kraj, jeśli chodzi o ubiór. Ty jesteś takim "kolorowym ptakiem". Jak się z tym czujesz? Zderzyłaś się kiedyś z surową oceną swojego stylu?

Urodziłam się w Polsce i mieszkam tu od dwudziestu siedmiu lat, więc oczywiście, że zderzyłam się wiele razy z brakiem zrozumienia dla inności – nie tylko mojej. Mam ciemniejszą karnację (jestem pół-Panamką), do tego ubieram się barwnie. Obecnie mój strój jest tylko uzupełnieniem mojej inności, tej nie udało mi się ukryć nawet, kiedy byłam dzieckiem. To wszystko mnie zahartowało. Staram się jednak myśleć pozytywnie i uważam, że Polacy stają się coraz bardziej otwarci, uczą się akceptować to, co nowe, także w kwestii mody. Nawet jeśli niekoniecznie coś jest w ich stylu i upodobaniach estetycznych, to są coraz bardziej tolerancyjni. Za to cenię nasz naród – szybko się adaptujemy.


© Szymon Starnawski

Macademian Girl z dziennikarką Sonią Tulczyńską, autorką wywiadu

Wyglądasz obłędnie. Za każdym razem precyzyjnie tworzysz makijaż, fryzurę i dobierasz dodatki. Ile czasu Ci to zajmuje?

Dzisiaj szykowałam się trzydzieści minut. Trening czyni mistrza! Ale oczywiście, kiedy wychodzę na wielką galę, zajmuje mi to trochę więcej czasu – około dwóch godzin. Samo zestawianie stylizacji przychodzi mi jednak bardzo naturalnie.

Część z Twoich dawnych zestawów ubrań sprzedajesz w sieci.

Wystawiłam ubrania na portal Lamoda.pl, bo moi czytelnicy prosili mnie długo, żebym wystawiła na sprzedaż rzeczy ze swojej szafy. Można je znaleźć w zakładce “Sklep” na blogu. Nie ukrywam, że bardzo trudno było mi się z nimi rozstać. Jestem kolekcjonerką.

Najcenniejsze rzeczy, które masz w swojej kolekcji, to...?

Pochodzą z vintage shopów. Mam piękne żakiety od Yves Saint Laurenta, Christiana Lacroix czy kolczyki vintage marki Lanvin. Kocham rzeczy z duszą i tą szczególną opowieścią o przeszłości, którą w sobie niosą.


© fot. Karolina Roszak Photography / źródło www.MacademianGirl.com



Jak często porządkujesz szafę?

Niedawno zrobiłam właśnie tę wyprzedaż, o której wspomniałaś. Na co dzień garderobę mam bardzo poukładaną. Osobno trzymam biżuterię – oddzielnie bransoletki, w innym miejscu apaszki, szale i buty. Muszę pilnować porządku, bo rzeczy mam faktycznie bardzo dużo. Obecnie wybieram już wszystko bardzo świadomie. To ważne, żeby to, co kupuję, podobało mi się także za pięć lat. Kto wie, może kiedyś niektóre moje ubrania będą mogły nosić także moje dzieci.

I naprawdę masz ponad 300 par butów?

Trzysta to było dawno temu. Teraz mam ich znacznie więcej.


© Szymon Starnawski



Nie wierzę, że to wszystko mieści się w tym małym mieszkaniu, które pokazywałaś Omenie Mensah. Przypuszczam, że wynajęliście je specjalnie po to, żeby nagrać ten program o domach gwiazd.

Nic podobnego, to moje mieszkanie! Na 40 metrach kwadratowych mieści się absolutnie wszystko, łącznie z moją kotką Ateną, która nieustannie buszuje w ubraniach. Mieszkanie na tak niewielkiej przestrzeni wymaga ode mnie ogromnej organizacji. Na pewno bywa ciasno, ale nie chciałabym zmieniać mieszkania co tydzień. Czuję się dobrze w tym miejscu.

Dlaczego kupujesz głównie w internecie?

To moje naturalne środowisko. Prowadzę bloga i polecam rzeczy, które znajduję głównie w sieci. Mam też bardzo mało czasu dla siebie, więc zamiast biegać na zakupy, wolę go poświęcić bliskim. Dlatego jeśli tylko mogę, staram się kupować przez internet. Czytelnikom mojego bloga też pokazuję, jak to robić.

Teraz sklepy oferują możliwość 100-dniowego zwrotu – można wszystko przymierzyć i sprawdzić w zaciszu swojego domu. Nikt się na nas nie patrzy i nie sprawdza, czy na pewno zostawimy sobie to, co zamówiliśmy. Wszystko można odesłać. To dla mnie dużo bardziej oszczędna i naturalna forma, a przede wszystkim - miła.


Źródło: naszemiasto.pl


Chodzisz na różne pokazy, prowadzisz bloga, pracujesz w telewizji. Kiedy i jak odpoczywa Macademian Girl?

W gronie przyjaciół, spotykając się “w realu” z ludźmi, którzy są mi bliscy i z którymi mogę porozmawiać. Staram się mocno wyodrębniać czas dla znajomych. Ważne jest dla mnie, żeby móc pójść na lody, do restauracji czy po prostu posiedzieć na kanapie i pooglądać dobry film. A to ostatnie relaksuje mnie szczególnie, bo jestem kinomaniakiem. Potrafię obejrzeć pięć filmów z rzędu!


© fot. Karolina Roszak Photography / źródło www.MacademianGirl.com



A ulubiony to...

To tak jak spytać, jaka jest twoja ulubiona piosenka. Nie da się wybrać jednej! Mam mnóstwo ukochanych filmów - zarówno stare produkcje, jak i nowe. Chodzę na wszystkie filmy Marvela i uwielbiam komiksy, a jednocześnie ubóstwiam "Zieloną Milę", "Skazanych na Shawshank" i "To właśnie miłość". No i jestem fanką Harry'ego Pottera.
Uważam, że tak jak w modzie, tak i w życiu ważna jest różnorodność i to, żeby być otwartym na różne gatunki i różnych ludzi.



© Szymon Starnawski



Wróćmy do pokazów, "ścianek", koktajli i wyjść na gale. Czy nie męczy Cię to, że musisz praktycznie na każdym kroku dbać o to, jak wyglądasz?

To jest kwestia przyzwyczajenia i zrozumienia tego, z czym wiąże się moja praca. Zdecydowałam się na taką, w której to właśnie mój wizerunek jest bardzo ważny. Gdybym pracowała w piekarni, korporacji albo była malarką, to może nie musiałabym się tak przejmować wyglądem. Ale zajmuję się modą i właśnie wygląd, chęć, by się trochę "podkolorować" i czuć się dobrze we własnej skórze, to jest coś, czego staram się też uczyć innych i o czym mówię na blogu. Nie wypada, żebym narzekała na to, że jest tak a nie inaczej. Decydując się na założenie “Macademian Girl”, wzięłam też pod uwagę wszystkie "za" i "przeciw".

A jako osoba publiczna jestem na świeczniku, pod ciągłą obserwacją. Zdarza mi się, że idę do sklepu po bułki, a ktoś prosi o wspólne zdjęcie. Traktuję to jako przywilej. Ktoś czyta moją stronę, poświęca na to swój czas, a ja dzięki temu mam pracę – jestem za to wdzięczna. Ale kiedy chcę, to potrafię się schować i po prostu pobyć ze znajomymi prywatnie. To nie jest tak, że paparazzi za nami biegają przez 24h na dobę. Na szczęście nie żyjemy w Los Angeles.

Naśladuje Cię wiele młodych dziewczyn. Nie denerwujesz się, że ktoś "kopiuje" Twój styl?

Prowadzenie tak popularnego bloga, jak mój, to też ogromna odpowiedzialność. Dlatego przede wszystkim staram się zwracać uwagę na dialog z czytelnikami i słuchać ich wskazówek. To szalenie ważne w blogowaniu. Wszystko, co robię, jest przemyślane. Szukamy ważnych tematów, staramy się odpowiadać na pytania czytelniczek i sprostać ich oczekiwaniom, a także chcemy, żeby wszystko było merytorycznie na najwyższym poziomie.


© fot. Karolina Roszak Photography / źródło www.MacademianGirl.com



Wchodząc na bloga, chcę się czuć dumna z tego, co robię i wiedzieć, że robię coś potrzebnego. Miło mi więc, jeśli ktoś mnie naśladuje. A jeżeli ktoś się inspiruje i ubiera kolorowo, a ja wnoszę do jego życia jakąś inspirację, to tylko się z tego cieszę. Absolutnie nie uznaję tego za kopiowanie! Obserwujemy naszych idoli i gwiazdy po to, żeby wyciągnąć z ich życia pewną lekcję. I po to właśnie jest mój blog.

Ile osób pracuje na ten sukces?

Jestem jedna, ręce mam dwie, a doba ma 24 godziny. W pewnym momencie po prostu zaczęłam potrzebować osób do pomocy. W tej chwili “Macademian Girl” to mała redakcja. To cały zespół kreatywnych ludzi - od redaktorów, przez grafików, aż po programistów. Praca przy blogu przypomina pracę przy magazynie modowym, a najważniejsze, że pracuję z osobami bardzo zaangażownymi, którzy tak jak ja czują misję niesienia dobrej energii i "Macademian's style".

Sprawiasz wrażenie osoby bardzo pewnej siebie. Skąd taka siła?

Życie mnie jej nauczyło. Każdy w końcu szuka swojego szczęścia i musimy o nie powalczyć. Nikt nam nie daje od razu superzawodu, przyjaciół i wspaniałego życia. Aby to osiągnąć, trzeba mieć odwagę. Ja musiałam się przemóc. I widać to nawet po udziale w programie "Agent". Przecież strasznie bałam się skoczyć na bungee. Ale moją decyzją było i jest to, że postanowiłam zmierzyć się ze swoimi słabościami.

Też kiedyś byłam nastolatką i miałam dużo kompleksów. Tak jak każdy z nas, nie jestem przecież idealna. Ale to, co staram się pokazywać na moim blogu i tłumaczyć kobietom, to fakt, że nikt od nas nie wymaga, żebyśmy były perfekcyjne. Nie musimy być zawsze stuprocentowo seksowne albo genialne w matkowaniu dzieciom czy zarządzaniu wielką firmą na najwyższych obrotach.
Jesteśmy ludźmi, nie maszynami. Każdy z nas ma wady – jeden się spóźnia, inny uważa, że ma za szerokie biodra - i to nas czyni charakterystycznymi. Fakt, że jesteśmy różnorodni, jest piękny.


© Szymon Starnawski


Pewność siebie jest cechą nabytą, kręgosłupem, który trzeba w sobie zbudować. Powiedzieć sobie: "tak, moje zdanie jest ważne". I ważne, też by dostrzegać różnicę między pewnością a pychą – trzeba mieć w sobie pokorę i słuchać innych ludzi oraz tego, co mają do powiedzenia. Rozumieć, że nasze zdanie się liczy, ale szanować też fakt, że ktoś ma inne i też zasługuje by go wysłuchać.

Jak zaczęłaś przygodę z "Agentem", który mogliśmy oglądać w TVN-ie? Co najbardziej zapamiętałaś z programu?

Pewnego dnia po prostu dostałam telefon z produkcji. Bardzo długo zastanawiałam się nad udziałem i muszę przyznać, że namówiła mnie na to moja mama. Jest zresztą moją najwierniejszą czytelniczką i ogromnym wsparciem. Powiedziała do mnie: "idź, spróbuj, niech zobaczą, że masz twardy charakter!” To program na inteligencję, myślenie, na to, żeby się odnaleźć i pokazać od innej strony". I tak faktycznie było.

Podobało mi się, że w tym show okazało się, iż mimo różnorodności (na planie spotkali się przecież razem muzyk, aktor czy trener fitness) przed zadanymi wyzwaniami okazaliśmy się równi.

Doszłaś aż do finału.

Bo stawiam na pracę z ludźmi i działam zespołowo. Co też mogło się niektórym nie podobać, ale wzmocniło moje szanse w programie. Uważam, że w życiu trzeba się wspierać i dążyć do pewnych rzeczy wspólnie. Warto zwyciężać i przegrywać z bliskimi osobami wokół siebie. Nie ma takiej porażki, z której nie pomogą nam wyjść przyjaciele i nie ma takiego sukcesu, który smakuje dobrze w samotności.

Jednak nie udało Ci się zwyciężyć. Nie było Ci smutno?

Wbrew pozorom, nie zakładam najbardziej optymistycznego scenariusza dla siebie. W finale podzieliło nas jedno pytanie, a wygrana była bardzo blisko. Oczywiście, że zrobiłam wszystko, żeby wygrać, ale nie rozwodzę się nad tym, a już na pewno nie smuci mnie to, że nie wygrałam. Staram się myśleć o dobrych stronach – na przykład, ile doświadczenia wyniosłam z tej przgody. Mam świetny kontakt z Antkiem Królikowskim, Tomkiem Oświecińskim czy Kamilą Szczawińską. I cóż, niech tylko takie przegrane będą w życiu. (śmiech)


© fot. Karolina Roszak Photography / źródło www.MacademianGirl.com



To nie koniec Twojej przygody z TVN-em. Zobaczymy Cię wkrótce w serialu. Opowiedz coś więcej o roli w "Singielce".

Miałam ten przywilej, że występowałam jako ja - “Macademian Girl”. I, jak to bywa w serialu o relacjach damsko-męskich, rozmowa z singielką przekierowała się z toru modowego na ten o uczuciach. Więcej nie mogę powiedzieć, ale mam nadzieję, że ta przygoda na planie przerodzi się w coś dłuższego. Dzięki tej roli uświadomiłam sobie, że kiedy grasz w serialu dużej stacji telewizyjnej samą siebie, to znaczy, że moje działania są zauważalne dla producentów i ciekawe dla odbiorców. A to ogromny komplement! Gościnnie wystąpię też w "Top Model", ale nie mogę na razie zdradzić nic więcej.

A jak odniesiesz się do teorii o upadku blogów i wyższości obrazków nad pismem?

Tezę o upadku blogów słyszałam wiele lat temu, a u siebie widzę tylko wzrost statystyk. Kusi mnie na pewno "romans" z formą wideo. Czasem liter nie wystarcza, żeby pokazać to, jak energiczną osobą jestem... A wideo mi to umożliwia. Ważne, że wiem, gdzie chcę być za 5, 10 i 15 lat.

A za 50? Będziesz kolorową babcią niczym Baddie Winkle, która podbija serca Amerykanów?

Jeśli nie Baddie Winkle, to na pewno kolorową Iris Apfel (amerykańska bizneswoman i ikona mody – przyp. red.). Zobaczymy. Kolor był ze mną, odkąd pamiętam, moda także, więc myślę, że jest to wpisane w moje DNA na zawsze.

Rozmawiała Sonia Tulczyńska, dziennikarka warszawa.naszemiasto.pl



Macademian Girl, czyli Tamara Gonzalez Perea – blogerka modowa, uczestniczka show TVN Agent Gwiazdy.
Bloga macademiangirl.com prowadzi od 2011 roku, a do jego założenia zachęciła ją mama. W Rankingu Blogów Modowych wg magazynu „Press” w 2012 roku uplasowała się na pierwszym miejscu. Pisze felietony modowe w "Glamour". W 2016 roku wystąpiła w reality show TVN Agent Gwiazdy, gdzie doszła do finału.

© fot. Karolina Roszak Photography / źródło www.MacademianGirl.com

Komentarze (3)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w Polityce Prywatności. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Xenia (gość)

Bolo, na jakiej podstawie twierdzisz, że twoja opinia w kwestii czyjejś urody jest znacząca?